Ten spór jest irytujący z wielu powodów. Po pierwsze, jak już gdzieś pisałam, to nowatorski dokument (w nudnym opakowaniu). Traktuje on UE jako wiązkę procesów i przestrzeń standardów, po której każdy kraj może wędrować, wykorzystując różne formy obowiązywania prawa, wybrany przez siebie poziom efektywności danej normy i – interpretując we właściwy dla siebie sposób, świadomie wprowadzone do Traktatu, nieostre pojęcia (np. zasadę pomocniczości). Może też wykorzystywać, po raz pierwszy sformalizowane, narzędzia wpływania na rozwiązania zanim zostaną poddane pod głosowanie. Fiksacja na blokadach, gdy nie wykorzystuje się innych, pozytywnych instrumentów realizacji własnych interesów – drażni.
Zrodlo (oryginalny wpis) na http://wiadomosci.wp.pl/kat,36474,wid,9796611,wiadomosc.html,Wp.pl WiadomoÅci: Nauka